Po miesiącach nacisków społeczności LGBT+ minister finansów wydał interpretację ogólną, nakazując administracji skarbowej uznawanie małżeństw osób tej samej płci w obszarze przepisów podatkowych. Na naszych oczach dzieje się historyczna zmiana, rozwiązywane są palące problemy par osób tej samej płci, a jednocześnie nie ma mowy o „rewolucji”. Upada mit równości małżeńskiej jako radykalnego, wiecznie nieosiągalnego postulatu przegrywającego z realiami polityki. Jednocześnie prowizoryczny charakter zmian uwydatnia luki, które w oczywisty sposób rozwiązałaby ustawa o równości małżeńskiej.
Wieczorem 24 września Minister Finansów i Gospodarki Andrzej Domański ogłosił, że podpisał interpretację ogólną przepisów podatkowych w sprawie małżeństw osób tej samej płci, które wzięły ślub za granicą i dokonały w Polsce transkrypcji aktu małżeństwa. Zgodnie z treścią dokumentu takie małżeństwa mają być w sprawach podatkowych traktowane jak każde inne małżeństwo – z tymi samymi uprawnieniami i obowiązkami.
Podatki a sprawy życiowe
Dla par osób tej samej płci równe traktowanie w kontekście podatków oznacza przede wszystkim możliwość wspólnego rozliczania PIT oraz zwolnienia z podatku od spadku i darowizny oraz z podatku od czynności cywilnoprawnej (na przykład od udzielenia prywatnej pożyczki). Brak jakichkolwiek regulacji tych spraw jest dla par osób tej samej płci żyjących w Polsce ogromną barierą w budowaniu wspólnego życia.
Szczególnie podatek od spadku jest palącym problemem dla par, które z racji wieku czy stanu zdrowia muszą już teraz planować, jak zabezpieczyć się na wypadek śmierci jednej z osób. Jeśli w skład spadku wchodzi na przykład połowa wspólnej działki z domem czy mieszkania, podatek w wysokości około 20 procent wartości nieruchomości może oznaczać wydatek sięgający nawet setek tysięcy złotych. Możliwość zwolnienia z podatku od spadku oznacza, że pary nie będą musiały przygotowywać się finansowo na własną śmierć.
Warto pamiętać o tym kontekście, gdy padają pytania o wyliczenia kosztów budżetowych rozszerzenia uprawnień małżeńskich na pary osób tej samej płci. Po pierwsze, brak takich uprawnień oznacza, że państwo zarabia na parach, które choć prowadzą wspólne życie i są de facto rodziną, są rozliczane jak osoby stanu wolnego i obcy sobie ludzie. Po drugie, to właśnie takie perspektywy jak zadłużanie się, by móc odziedziczyć po mężu połową wspólnie wybudowanego domu, skłaniają osoby LGBT+ do emigracji.
Politycy pytający o koszty równouprawnienia małżeństw osób tej samej płci powinni więc równie mocno interesować się kosztami „drenażu mózgów” i odpływem potencjalnych podatników do krajów, w których nie są traktowani jak obywatele drugiej kategorii.
Diabeł w szczegółach
Już po wstępnej analizie dokumentu opublikowanego wczoraj przez ministerstwo wyłania się jednak kilka problemów.
Po pierwsze, z interpretacji nie wynika jednoznacznie, że małżeństwa osób tej samej płci w momencie transkrypcji zyskują wspólność majątkową tak jak małżeństwa osób różnej płci. W dokumencie czytamy, że „w razie wątpliwości może być konieczne potwierdzenie istnienia wspólności majątkowej małżeńskiej za pomocą dodatkowych dokumentów, wydanych przez właściwe organy państw obcych lub za pomocą rozstrzygnięcia właściwego sądu powszechnego”.
Wspomniane „dodatkowe dokumenty” mogą być trudne lub niemożliwe do uzyskania ze względu na to, że nie we wszystkich krajach funkcjonuje reżim wspólności majątkowej, a wyjazd za granicę wyłącznie w celu zawarcia małżeństwa jest powszechną praktyką wśród par osób tej samej płci, które żyją, pracują i płacą podatki w Polsce. Wspomniana jest również ścieżka sądowa, przez co nasuwa się pytanie, czy każda para będzie musiała dowodzić na sali rozpraw, że powinna mieć wspólność majątkową, czy to jedynie opcjonalne rozwiązanie, po które urząd może sięgnąć „w razie wątpliwości” – cokolwiek to znaczy.
Wspólność majątkowa jest konieczna do wspólnego rozliczenia PIT. Brak jasności w tej materii oznacza więc, że nie wiadomo, czy wspólne rozliczenie będzie możliwe, a jeśli tak, to czy w sposób jednolity i niezależny od nastawienia danego urzędu.
Po drugie, w interpretacji duży nacisk stawiany jest na prawo unijne i wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 25 listopada 2025 roku przy jednoczesnym przemilczeniu późniejszego i bezpośrednio powiązanego orzecznictwa Naczelnego Sądu Administracyjnego. Przez to w dokumencie mowa jest o parach, które posiadają unijne obywatelstwo i wzięły ślub w innym kraju członkowskim, mimo że z wyroków NSA wynika, że transkrypcja aktu małżeństwa powinna być możliwa dla wszystkich par osób tej samej płci, a urzędy stanu cywilnego dokonują jej bez względu na kraj zawarcia małżeństwa.
Urząd skarbowy nie pyta podatników, w jakim kraju zawarli związek małżeński, więc możliwe, że nie zacznie o to pytać par osób tej samej płci z transkrypcją, ale interpretacja sugeruje taką możliwość. Bez przekazania przez ministerstwo finansów szczegółowych wytycznych dla organów podatkowych możemy więc mieć obawy, że kolejne miesiące miną na wewnętrznych konsultacjach i wstrzymywaniu wniosków składanych przez pary. W tym sensie wczorajsza interpretacja podlega dalszej interpretacji.
Równość małżeńska racjonalna, nie rewolucyjna
Pomijając powyższe wątpliwości, wczorajsza decyzja ministra Domańskiego jest ogromnym krokiem w dobrym kierunku. Nie można jednak udawać, że wszystko jest już załatwione. Ogromny opór polityczny wciąż budzi temat adopcji dzieci przez pary osób tej samej płci i tęczowego rodzicielstwa. Powinno być coraz bardziej oczywiste, że dwie osoby oficjalnie uznane przez Polskę za małżeństwo i wspólnie wychowujące dzieci od momentu narodzin powinny mieć możliwość uznania ich obu za rodziców. Także na tym gruncie są w Polsce pary gotowe z wydanym niedawno aktem małżeństwa wkroczyć na ścieżkę sądową i walczyć o możliwość przysposobienia dzieci, które już wspólnie wychowują.
Niezależnie od tego, ile uprawnień uda się wywalczyć w najbliższym czasie i co stanie się z nimi po kolejnych wyborach parlamentarnych, zostaniemy już na zawsze z następującym faktem: Polska uznała setki małżeństw osób tej samej płci oraz przyznała im część małżeńskich uprawnień i absolutnie nikomu nic się z tego tytułu nie stało. Nikomu nie ubyło, żadne małżeństwo się przez to nie rozpadło, budżet państwa się nie załamał – mówi Maja Heban ze Stowarzyszenia Miłość Nie Wyklucza.
Jednocześnie z każdym miesiącem coraz więcej osób będzie rozumieć, że równość małżeńską trzeba wprowadzić w Polsce ustawą, aby od razu prosto i sprawnie zaadresować wszystkie kwestie i skończyć z bałaganem. A jak widzimy dzisiaj na przykładzie działań kolejnych polityków, i to nie tylko tych z lewicy, uznanie małżeństw osób tej samej płci to tak naprawdę żadna rewolucja. Z dnia na dzień Polki i Polacy żyją tak samo, jak żyli, za to ich tęczowym sąsiadom może żyć się trochę łatwiej i bezpieczniej – dodaje Hubert Sobecki ze Stowarzyszenia Miłość Nie Wyklucza.
Rząd działa tylko pod presją
Równo miesiąc temu Stowarzyszenie Miłość Nie Wyklucza dostarczyło do biura podawczego ministerstwa 1154 listy, które nasza społeczność wysłała do ministra Domańskiego. Zwieńczyło to trzy miesiące nacisków na ministerstwo; pozostawionych bez odpowiedzi próśb o rozmowę i jasne stanowisko na temat uznawania małżeństw osób tej samej płci przez fiskus. 18 maja, jeszcze przed podpisaniem rozporządzenia w sprawie transkrypcji przez ministra SWiA Marcina Kierwińskiego, Miłość Nie Wyklucza zorganizowało konferencję prasową pod gmachem resortu finansów i wezwało ministra Domańskiego do wydania interpretacji ogólnej.
Tym widocznym w przestrzeni publicznej naciskom towarzyszyły działania samych małżeństw osób tej samej płci, które nie czekając na przerwanie milczenia ministra, zaczęły składać do Krajowej Informacji Skarbowej własne wnioski o indywidualną interpretację przepisów podatkowych. Przez ostatnie tygodnie organ stwierdzał, że polskie państwo nie uznaje możliwości zawarcia małżeństwa przez osoby tej samej płci, więc uprawnienia małżeńskie im nie przysługują. Nie zgodził się również, że małżeństwa osób tej samej płci uznane drogą transkrypcji automatycznie zyskują wspólność majątkową, jak dzieje się to w przypadku par osób różnej płci. Kolejnym logicznym etapem były więc litygacje strategiczne, czyli skarżenie decyzji KIS i walka o uprawnienia na drodze sądowej.
Wczorajsza decyzja ministra Domańskiego jest zatem z jednej strony ogromnym krokiem w stronę równego traktowania wszystkich par i rodzin, a z drugiej przykładem skutecznego działania presji społecznej w ważnej sprawie. To miesiące wspólnej walki toczonej przez organizacje społeczne, pary i ich prawników. Warto pamiętać, że taka sama presja była konieczna też wcześniej, aby zmusić Donalda Tuska do upomnienia ministra Kierwińskiego zwlekającego z podpisaniem rozporządzenia umożliwiającego transkrypcję. Dziś Donald Tusk opublikował nagranie, w którym mówi o godności i równym traktowaniu, chwaląc podpisanie interpretacji przez ministra Domańskiego i stawiając rząd w kontrze do prezydenta Karola Nawrockiego, PiS i Konfederacji. Choć do rozmowy z politykami Koalicji Obywatelskiej o prawdziwej równości małżeńskiej i adopcji jest jeszcze daleko, to jesteśmy bliżej niż kiedykolwiek wcześniej. Być może politycy w końcu zrozumieją, że stawanie po stronie sprawiedliwości, życzliwości i godnego traktowania wszystkich obywateli i ich rodzin nie jest polityczną pułapką, a wręcz może stanowić atut, po który wcześniej sięgała tylko Lewica.