Franek i Bartek

Franek i Bartek

    Znamy się od ponad siedmiu lat, poznaliśmy się przez portal randkowy dla gejów. Pierwsza randka to był spacer po Łazienkach Królewskich w Warszawie. Franek nie szukał miłości, a Bartek od razu wiedział, że coś jest na rzeczy. Obaj pochodzimy z bardzo katolickich domów, więc nie mogliśmy się wzajemnie odwiedzać...

    Zdjęcie: Marta Smolińska

    Przez kilka miesięcy chodziliśmy na spacery po Warszawie, przeszliśmy setki kilometrów, zrobiliśmy tysiące zdjęć Warszawy. Później Bartek za namową Franka wynajął małe mieszkanko, wspólnie je wyremontowaliśmy i Franek zaczął pomieszkiwać z Bartkiem, a po miesiącu całkiem się przeniósł.

    Ze strony Bartka miłość była od razu, a Franek zorientował się dopiero po czasie, jak ważną osobą w jego życiu jest Bartek – nad kotletami mielonymi. Bartek zawsze wracał do domu o tej samej porze, a jak miał być później, to dzwonił. Tego dnia było już dużo później niż zwykle, Bartek nie zadzwonił, nie odbierał też, jak Franek próbował dzwonić. Kotlety na patelni od przewracania na jedną i drugą stronę były już twarde jak kamienie. Wtedy Franek sobie uświadomił, że nie wyobraża sobie, by Bartek nie wrócił, że nie wyobraża sobie życia bez Bartka.

    Franek: To było bardzo dziwne doświadczenie, miłość dopłynęła do serca i mózgu… po czasie. Myślę, że gdyby tak nie było, nie umiałbym chyba pokochać, zostać, być. Ja nie wierzyłem w miłość, nie znałem jej. Zakochany bywałem… Nie miałem planów na przyszłość, a tu przy kotletach spadła na mnie miłość… Złapała mnie w sidła, bo nie zdawałem sobie sprawy, że kocham Bartka, a przy tych kotletach okazało się, że to już jest, to się dzieje, miłość jest, ale dopiero to do mnie dotarło. Nie umiem tego opowiedzieć lepiej.

    Po roku wspólnego zamieszkiwania, kupiliśmy wspólnie mieszkanie. Kredyt i własność w akcie notarialnym jest po 50%, dzięki temu nikt nie jest bardziej u siebie. Zawsze trzeba się pogodzić, dogadać, bo nikt nikogo wyrzucić nie może, no i nie chce :). Wtedy już wiedzieliśmy obaj, że chcemy być razem.

    Pod koniec 2014 roku zmieniliśmy nazwisko na wspólne. W połowie 2015 roku podpisaliśmy pełnomocnictwa i testamenty, a we wrześniu 2015 roku cywilnoprawną umowę zawarcia partnerstwa, które to wydarzenie zostało później okrzyknięte naszym pierwszym ślubem. Na podpisanie umowy przyszło ponad sto osób. W naszym mieszkaniu wisi wielkie zdjęcie z tej uroczystości. Na co dzień bardzo wzmacnia myśl, że tyle osób nam dobrze życzy.

    W kwietniu 2018 roku pojechaliśmy do Edynburga po ramy prawne dla naszego małżeństwa. Polska niektóre swoje dzieci traktuje jak podobywateli, choć kochamy tak samo, tęsknimy tak samo, tak samo troszczymy się o siebie, tak samo kłócimy i wybaczamy, jak inne kochające się małżeństwa.

    Uroczystość odbyła się w City Chambers, czyli urzędzie miasta. Wybraliśmy City Chambers ze względu na urok tego miejsca, piękny reprezentacyjny budynek w sercu miasta, tuż przy Royal Mile, głównej ulicy miasta. Ceremonia była skromna, krótka, nim się spostrzegliśmy było już po. Było kameralnie, my, świadkowie, urzędniczka, tłumaczka, kuzynka, która robiła zdjęcia. Zapamiętamy z tej ceremonii przemiłą urzędniczkę, przyjazną tłumaczkę i generalnie poczucie, że jesteśmy tam szanowani. Przez kilka dni byliśmy w kraju, który kocha wszystkie swoje dzieci, ale również przygarnia dzieci innych narodów, wzmacnia ich godność.

    Obecnie staramy się o wpisanie naszego aktu małżeństwa do polskich akt stanu cywilnego. Jest z tym sporo kłopotów i pewnie jeszcze to potrwa…

    Dla Polski jesteśmy przezroczyści, niewidzialni jako para, mamy poczucie, że Polska nas nie kocha.

    Pomimo, że budujemy jej pomyślność, odpłaca się pogardą.

    Obaj wzrastaliśmy w bardzo katolickich domach, bardzo dużo pracy kosztowa zmiana myślenia oraz akceptacja. Szczególnie Franek bardzo długo był autohomofobiczny. Na szczęście to już za nami. Teraz zmagamy się z tym, co się o nas mówi i pisze. Rok 2019 wypuścił falę nienawiści skierowanej przeciwko osobom nieheteroseksualnym. Polska coraz mniej wydaje się być bezpiecznym miejscem, w którym można będzie spokojnie żyć, i bez strachu zestarzeć się.

    Na pewno nasza miłość odbiega od wyobrażeń o miłości, jakie mieliśmy wcześniej. Nie związaliśmy się jako dzieciaki, ale już jako dojrzali mężczyźni, którzy mieli swój bagaż doświadczeń. Doświadczenia te na pewno miały i mają wpływ na naszą relację i jej charakter. Nie od razu łatwo było żyć razem, niemniej nauczyliśmy się żyć ze sobą, ustaliśmy nasze własne zasady, dzięki którym jest nam razem naprawdę dobrze. Skorzystaliśmy z pomocy terapeuty, który pomógł nam się po prostu zrozumieć i zrozumieć nasze różnice oraz potrzeby.

    Każda miłość jest inna, nasza jest dla nas najwspanialsza, najpiękniejsza i najlepsza.

    Jesteśmy ze sobą szczęśliwi, jesteśmy domem rodziną, miłością.