Lemur i Ada

Pilnie obserwowałam Kopenhagę zarówno przed, jak i po naszym ślubie. Muszę Wam z zaskoczeniem powiedzieć, że po ceremonii NIC się nie zmieniło! Ludzie niezmiennie jeździli na rowerach, komunikacja miejska funkcjonowała bez zarzutu, pogoda pozostała taka sama, przedszkolaki tak samo jak wcześniej raźno spacerowały parami.

W świecie przeciętnego Duńczyka po prostu nic się nie stało – ot kolejna para wyznała przed urzędnikiem, że chce się wspierać w zdrowiu i w chorobie, szanować swoje różnice i być ze sobą do końca życia. Nikt nie protestował, nikt nie załamywał rąk, nikt nie patrzył z wyższością. Każda mijana osoba obdarzała nas ciepłym uśmiechem, niektórzy życzyli szczęścia i błogosławili.

Mam wrażenie, że to właśnie ci zwykli przechodnie uczynili ten dzień wyjątkowym.

To oni, wraz z urzędnikiem udzielającym nam ślubu, traktowali nas jak pełnoprawną parę i dali nam poczucie, że przez te cztery dni w Kopenhadze nie jesteśmy od nikogo gorsi ani lepsi, nie musimy nikomu udowadniać, że nasz związek nie różni się od innych.

To poczucie równości było tak silne, że gdy usłyszałam słowa “You’re now legally married”, na chwilę zapomniałam, że w Polsce o legalności nie będzie mowy i zaraz po przekroczeniu granicy wszystkie nasze prawa szlag trafi. Nie zamieniłabym tych czterech dni na nic, mimo wielu sceptycznych i hejterskich komentarzy dotyczących naszej decyzji o ślubie i zbiórki na pomagam.pl.

Pobyt w Kopenhadze przypomniał nam o co należy walczyć tutaj, na miejscu i jak może wyglądać nasza przyszłość po wprowadzeniu równości małżeńskiej. Jak wszyscy nie możemy się doczekać momentu, w którym każda para jednopłciowa będzie mogła powiedzieć sobie „tak” bez troski o koszty zagranicznej eskapady, bez potrzeby przestawiania się z trybu „małżonkowie” w tryb „konkubenci” po przekroczeniu granicy.

Dużo się w naszym życiu nie zmieniło – kochamy się tak samo i chcemy się razem zestarzeć bez względu na podpisane dokumenty.

Jest natomiast jedna zmiana, którą zauważyliśmy i którą nie możemy się nacieszyć: to uczucie, kiedy mówimy o drugiej per “Żona” i mamy tę świadomość, że gdzieś tam, niecałe 200 km na zachód zaczynają się kraje, w których możemy tego słowa wobec siebie użyć w urzędzie i nikt nam nie powie, że robimy to nielegalnie.

 

Lemur i Ada